Od kilku dni wiadomo już, że kolejnym klubem, który nie wpuści kibiców Wisły Kraków na swój stadion będzie Warta Poznań. Decyzję tą wyjaśnia prezes Zielonych, Artur Meissner. - Nie jest tajemnicą, że toczy się spór, a my jako mały klub niejako jesteśmy w tę całą sytuację wmieszani. Dla nas jest ona patowa, bo żadne z rozwiązań nie jest dobre i cokolwiek wybierzemy, to nie wyjdziemy z tego bez szwanku. - tłumaczy.
Już od ponad roku trwa bojkot kibiców Wisły Kraków. Nie są oni wpuszczani na mecze wyjazdowe swojej drużyny. Jedynym klubem, który wyłamał się z owego procederu jest Polonia Warszawa. Czarne Koszule dwa razy wpuściły fanatyków Białej Gwiazdy na stadion przy Konwiktorskiej. Drogą klubu ze stolicy nie poszła jednak Warta Poznań. Zieloni w obawie o wykluczenie ze środowiska kibicowskiego podjęli decyzję o niewpuszczeniu Wiślaków na obiekt w Grodzisku Wielkopolskim. Na łamach portalu Weszło! decyzję tą tłumaczy prezes Zielonych, Artur Meissner.
Uznaliśmy, że na koniec najważniejsze jest bezpieczeństwo naszych kibiców. I nie mówię tylko o bezpieczeństwie na obiekcie, w dniu meczu, a też o bezpieczeństwie w szerszej perspektywie, przy okazji innych meczów i wyjazdów. [...] Nasi kibice są powszechnie nazywani piknikami. Nie chcemy, żeby mieli być dotknięci jakimś rewanżem czy ostracyzmem w związku z tym, że staliśmy się jakimiś łamistrajkami w tej całej historii. Próbowałem zorientować się w tej sytuacji na tyle, ile mogłem. Rozmawiałem z innymi prezesami w I lidze o tym, jak oni podejmowali tę decyzję. Byłem też w kontakcie z Jagiellonią, pytałem, czy są szanse na to, że na mecz o Superpuchar pojadą kibice. To mówi samo za siebie. - tłumaczy Meissner
– Mimo że nie wpuszczamy kibiców, mecz i tak będzie miał status podwyższonego ryzyka. Nie gramy u siebie, a w Grodzisku. Tamtejsza komenda policji jest jedną z mniejszych w regionie. Żeby przygotować się na ewentualne ekscesy, musi zamówić posiłki z zewnątrz. Nie jest tajemnicą, że kibice Wisły – mimo że nie są wpuszczani – przyjeżdżają na mecze i stoją pod stadionem. My nie wiemy, co może się wydarzyć. I nie mówię tutaj, że musieliby zrobić coś kibice Wisły, bo mogliby zrobić coś też inni kibice - wyjaśnia dlaczego mimo braku fanów Wisły mecz ma status podwyższonego ryzyka